Ameryka obcina wsparcie dla Europy. Ekspert alarmuje

Ameryka obcina wsparcie dla Europy. Ekspert alarmuje

Epidemos

Decyzja administracji amerykańskiej o błyskawicznym zmniejszeniu zaangażowania Stanów Zjednoczonych w jednostki szybkiego reagowania Sojuszu Północnoatlantyckiego działa jak gwałtowny impuls mobilizujący dla całego Starego Kontynentu. Choć Biały Dom od wielu miesięcy sygnalizował taki ruch, Europa staje twarzą w twarz z nieprzyjemnym faktem: czas, gdy Stany Zjednoczone pełniły rolę głównego gwaranta bezpieczeństwa na kontynencie, nieodwołalnie się kończy. W rozmowie z Zero.pl prof. Daniel Boćkowski precyzyjnie wskazuje, które krytyczne elementy obronności natychmiast przestają być dostępne, ile czasu realnie potrzeba na odbudowę tych zdolności oraz dlaczego największym wyzwaniem dla państw europejskich nie jest brak nowoczesnego uzbrojenia, lecz zupełnie inne, głębiej zakorzenione ograniczenia.

Amerykanie od dłuższego czasu zapowiadali rewizję swojego wkładu w siły NATO, jednak skala i tempo wprowadzanych zmian zaskakują nawet najbardziej doświadczonych analityków. Europa traci natychmiastowy dostęp do kluczowych elementów logistycznych, rozpoznania satelitarnego oraz zaawansowanego dowodzenia, które do tej pory zapewniała strona amerykańska. Bez tych komponentów jakiekolwiek większe operacje stają się znacznie bardziej skomplikowane i czasochłonne. Prof. Boćkowski podkreśla, że wypełnienie tej luki nie jest kwestią kilku lat, lecz raczej perspektywy co najmniej dekady, pod warunkiem że wszystkie państwa członkowskie zaczną działać w sposób skoordynowany i konsekwentny.

Koniec amerykańskiej gwarancji bezpieczeństwa

Stary Kontynent przyzwyczaił się do modelu, w którym to Waszyngton decyduje o tempie i zakresie reakcji na kryzysy. Teraz ten model ulega fundamentalnej zmianie. Europejskie armie muszą samodzielnie budować zdolności, które do niedawna były traktowane jako oczywiste wsparcie ze strony sojusznika. Brak natychmiastowego dostępu do amerykańskich transportowców strategicznych, tankowców powietrznych oraz systemów dowodzenia oznacza, że nawet dobrze wyposażone jednostki lądowe mogą nie być w stanie skutecznie operować poza własnym terytorium. Ekspert zwraca uwagę, że problem nie leży wyłącznie w liczbie czołgów czy samolotów, lecz w zdolności do ich utrzymania, zaopatrzenia i koordynacji działań na dużą skalę.

Czas potrzebny na odbudowę utraconych zdolności

Wypełnienie powstałej luki zajmie Europie według prof. Boćkowskiego co najmniej dziesięć do piętnastu lat intensywnej pracy. Nie chodzi jedynie o zakup nowego sprzętu, ale o stworzenie całych systemów szkolenia, logistyki oraz przemysłu zbrojeniowego zdolnego do samodzielnego funkcjonowania. Dotychczasowe plany modernizacyjne wielu państw były tworzone w założeniu, że amerykańskie wsparcie będzie zawsze dostępne. Teraz te założenia trzeba radykalnie zweryfikować. Największym wyzwaniem nie jest jednak kwestia finansowa czy technologiczna, lecz brak odpowiedniej liczby wyszkolonych kadr oraz gotowości politycznej do podjęcia długofalowych, kosztownych decyzji.

Europa musi więc przejść od modelu polegającego na uzupełnianiu amerykańskich zdolności do modelu, w którym sama stanowi kompletny organizm obronny. To wymaga nie tylko większych nakładów, ale przede wszystkim zmiany mentalności i priorytetów w polityce obronnej poszczególnych państw. Bez tego nawet najbardziej zaawansowany sprzęt pozostanie jedynie martwym zasobem.

Zrodlo: zero.pl